piątek, 24 grudnia 2010

Święta inne niż wszystkie

W tym roku postanowiłam nie obchodzić świąt w sposób tradycyjny. Spędzę je w grupie znajomych medytując.

W ten sposób uwalniam się od:
- biegania po sklepach
- biegania w ogóle w ludzkim zamieszaniu
- gorączkowego gotowania (potrawy gotowane w pośpiechu, czy złości nie służą nam)
- stawiania w domu sztucznej choinki
- stawiania w domu uciętego drzewka, po to by po kilku dniach wyrzucić je na śmietnik (bardzo szkoda mi tych choineczek kochanych)
- zabijania karpia
- jedzenia w nadmiarze
- narażania się na dziwne nastroje (złość, smutek czy inne) członków rodziny

Zamieniam to na: spokój :)

Gdy miliony Polaków zasiądą do wigilijnego stołu, by oddać się jedzeniu i piciu, ja zasiądę do medytacji w ciszy i spokoju.

Są to pierwsze takie moje święta i powiem wam: podoba mi się! :)

I teraz też powstaje pytanie, czy ja dzisiaj świętuję czy właśnie nie obchodzę świąt.

Czuję świąteczny nastrój, ale jest to świętowanie życia i radości z tego, że jest - czyli dzień jak co dzień, tylko bez tego zgiełku dookoła, bo Warszawa opustoszała i jest cichutko i spokojnie. Do rodziny pojadę jak już to całe zamieszanie się skończy :)

Jak dla mnie - rewelacja! :)

Spokojnych i radosnych świąt ;-)
Magdalena

A to krótka relacja z moich świąt:
Wigilia

Podczas gdy miliony Polaków przygotowują się do wigilii biegając i krzycząc na siebie nawzajem, by zdążyć, ja spędzam od rana do popołudnia czas odpoczywając. Ściągam kilka ciekawych audiobooków i ebooków na smartfona - do czytania i słuchania, gdy się przemieszczam. Po południu zaczynam tańczyć - oczywiście na pralce, następnie tanecznym krokiem udaję się na medytacje, które rozpoczynam od godz 18. 30 i które trwają do 00.30 (oczywiście z przerwami). Po czym zasypiam na miejscu, bo zrobiło się późno.

Pierwszy dzień świąt

O godz. 9 rano siadamy do medytacji. W ciszy i spokoju spędzamy czas do godz. 13.40. Robimy przerwę. Jadę do domu zjeść obiad, wykąpać się, przespać posłuchać audiobooka i nagrać krótki film. O godz. 18.30 spotykamy się, by medytować. W czasie medytacji zza ściany dochodzą głosy kłótni rodzinnych przy stole - świąteczna klasyka Polaków. Później goście wychodzą. Zostaje dźwięk telewizora. Kończę o godz. 21.40. W czasie medytacji przychodzą mi do głowy, wręcz wyświetlają się genialne pomysły, rozwiązania sytuacji, na które czekałam. Super! Jadę do domu i zasypiam.

Drugi dzień świąt

Wczoraj wybiegam z medytacji taka podniecona, że zapominam wziąć telefonu wobec tego nie mam budzika. Budzę się i włączam radio, żeby zobaczyć, która jest godzina. Wyświetla się 7.50. Super, mam pół godziny czasu, by się wyszykować i wyjść. Ale trochę za długo leżałam i w efekcie, gdy wychodzę z domu jest 8.40. Mam 20 minut, by zdążyć. Ulice są totalnie puste. W końcu jest niedziela rano, święta. Ale ja biegnę. Śpieszę się :-) Byłam zapewne najbardziej zabawną osobą w Polsce :-) Jedyna biegnąca przez Warszawę w tym czasie. Ale udało się. Zdążyłam punktualnie na 9. Piję herbatę i siadamy do medytacji. Kończymy o 12. Wychodzę i jadę do domu. Jem obiad i piszę tekst o Baubo, bogini dawnej, śmiesznej, rubasznej. A jak do tego doszło? Podczas przemieszczania się grałam w grę "angielskie słowa" - w ten sposób ćwiczę angielski i nagle wyświetliło się słowo - Baubo. Co to jest???? - pomyślałam. Sprawdziłam w necie i już wiedziałam o czym będzie następny tekst dla was :-)

To były moje najpiękniejsze święta. Wyciszona, uspokojona, pełna nowej, ślicznej energii mogę zacząć kolejny tydzień. Jutro jest poniedziałek :-)

Najmilszego,
Magdalena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz