sobota, 1 stycznia 2011

Samolocik zdalnie sterowany

Czy widziałaś kiedyś taki model? Jestem pewna, że tak. Dlaczego o nim piszę? Przypomina mi on o obecnej sytuacji. Teraz napiszę coś, czego zapewne nigdy nie słyszałaś. Może cię to zdziwić, możesz też odrzucić albo przyjąć. Zrób, co chcesz J Jest mi to obojętne. Prawdę każdy odkrywa sam dla siebie i może albo ją zatrzymać, albo puścić dalej w obieg. Ja puszczam J

Nie jesteś swoim ciałem i nie jesteś umysłem, który siedzi w tym ciele. Jesteś o wiele większa. A to ciało, z tym umysłem, który siedzi w twojej głowie jest jak ten samolocik zdalnie sterowany. Pytanie za sto punktów – kto w takim razie kieruje tym samolocikiem? Twoja dusza.

Twoje ciało wraz z umysłem i duszą stanowią dopiero całą istotę. Zgraną parę. Kierujący samolotem i samolot. Duet.

Ale ktoś, nie wiem kto, wmówił samolocikowi, że jest samodzielną jednostką, bez sterującego. Samolocik lata wśród innych samolocików i one też tak myślą. Więc wszystkie samolociki myślą, że są odrębnymi samosterującymi jednostkami. Każdy z nich może nawet krzyknąć, by cię przekonać, że tak jest: „Patrz, przecież latam! Sam!”. Akurat… J

Kolejne pytanie za sto punktów. Ok. Przyjmijmy, że to prawda. Ale co dalej z tą wiedzą uczynić?
Zadajmy kolejne pytanie: Co jest ważne, a nawet pójdę dalej – co jest ważniejsze: ciało z umysłem, czy dusza. Ale zanim odpowiemy na to pytanie spróbujmy sprytem, czyli metodą dedukcji dojść do prawdy.

Kto był pierwszy? Dusza czy ciało? Dusza. I teraz tak, skoro dusza wypuściła ciało wraz z umysłem na tą planetę, to miała w tym jakiś interes. Pytanie – jaki? Co nasze ciało wraz ze swoim umysłem tu porabia? Jakie ma zadanie? Strzelam – zbiera dane? Doświadcza? Jeśli tak, to po co? By ewoluować. Bo to jest nowe doświadczenie. 

Dusza jest niematerialna, a ten świat, w którym żyjemy jest materialny. Dla duszy to jakby dostać nową zabawkę pod choinkę. „Wow, zobacz! Materia! Mam ciało i obok są inne ciała. O i jest drzewo! Hhihi. O, a jak idę i jest ściana to wpadam w nią! Haahaha”. Tak mogłoby być, gdyby dusza nagle wchodziła w ciało i to dorosłego człowieka. Ale wchodzi najpierw w ciało dziecka przecież. A dziecko co robi na początku? Bada świat. Potrafi nawet włożyć bez pardonu palec w ogień. Ale szybko się uczy, że to nie popłaca…

OK. czyli by się zgadzało… Wiemy już po co. I pytanie kolejne – jeśli wiemy to co wiemy, to co teraz mamy zrobić? Jak to może wpłynąć na nasze życie?

I na to pytanie pozwolę sobie nie udzielić odpowiedzi, by zachęcić cię do samodzielnych dalszych przemyśleń. Za pewien czas podzielę się kolejnym odkryciem, które jest też odpowiedzią na to pytanie. Mam naturę badaczki i lubię sprawdzać swoje teorie jak działają w życiu zanim je przekażę dalej. Więc jeszcze chwila cierpliwości J

Pamiętaj, jesteś kimś większym niż twoje ciało, umysł, czy emocje.

Tymczasem witaj w Nowym Roku, życzę wszystkiego co najlepsze dla Twojej Duszy, Twojego Ciała i Twojego Umysłu. Niech sterujący i samolocik będą zgraną drużyną ;)



piątek, 31 grudnia 2010

Zaskoczenie na koniec roku

Od wielu lat świadomie odmawiam oglądania telewizji oraz czytania prasy. Powód? Mają żenująco niski poziom.

Jednak od czasu do czasu robię szybki przegląd sprawdzając czy coś się zmieniło. Zwykle nic się nie zmienia. Aż do dziś.

Wzięłam do ręki "Przekrój". Dawno, dawno temu, gdy redakcja mieściła się jeszcze w Krakowie to było moje ulubione pismo, które czytałam od deski do deski. Najbardziej ulubioną rubryką była ta o malarstwie. Później, gdy redakcja przeniosła się do Warszawy i dostała się w ręce tego samego wydawnictwa, które wydaje pismo kolorowe Viva nastąpiła gwałtowna śmierć. Już nie było tam kulutury. "Przekrój" stał się drugim Newsweekiem czy Wprost... To mnie zabolało. Oznaczało to, że teraz naprawdę nie mam co czytać. Ale pogodziłam się z tym... Bez gazet też da się żyć :) Żyję tak od wielu lat i mam się dobrze.

A dziś? Gdy wzięłam bez przekonania "Przekrój" i miałam zamiar znowu go tylko przejrzeć i jak zwykle odłożyć okazało się, że nie moge się oderwać. Były aż 3-4 ciekawe artykuły!!! To naprawdę niespotykane...

Tym samym polecam wam:
  •  rozmowę z moim ulubionym socjologiem Zygmuntem Baumanem, bardzo ciekawie mówi na temat współczesnej miłości i związków (ten temat u siebie też poruszałam jakiś czas temu);
  • rozmowę ze znanym mi i przesympatycznym, choć specyficznym prof. Zbigniewem Izdebskim na temat życia seksualnego Polaków - można się dowiedzieć np. tego, że żona i mąż przychodzą do niego i piszą na kartkach to czego im brakuje po czym okazuje się, że piszą to samo, tylko o tym ze sobą nie rozmawiają...
  • rozmowę z Dorotą Masłowską - nie jestem miłośniczką jej twórczości, ale lubie czytać z nią wywiady. Jest ciekawa...
  • rozmowę z Andriejem Geimem - to mój hit! Uwielbiam świat nauki. Andriej tegoroczny noblista opowiada o tym, jak sprawił, żeby żaba lewitowała oraz pomógł w odkryciu grafenu. Firma mojego smartfona podobno już w przyszłym roku wprowadzi na rynek grafenowe ekrany.
Jak dla mnie rewelacja!!!

Jeśli temu pismu uda się kiedykolwiek wrócić do dawnego poziomu będe zachwycona. Co za miła niespodzianka na koniec roku.

Eckem... może nieskromnie dodam, że zmienił się redaktor naczelny. Pisma nie prowadzi już Najsztub, który strasznie zepsuł to pismo, a nie kto inny jak KOBIETA!!! Pani Katarzyna Janowska.
Hip hip, hurrrra!!! Niech żyją kobiety!

I tym optymistycznym akcentem zabieram się do dalszego czytania, bo jestem dopiero w połowie pisma. Jeśli po drugiej połowie też będzie coś interesującego to chyba zemdleję z zachwytu ;-)

Pozdrowionka od zaczytanej,
Magdaleny

Grafen może zastąpić krzem. Jest twardszy od diamentu.

czwartek, 30 grudnia 2010

Medytacja zatrzymania

Witam, witam i o zdrowie pytam :)

Obiecałam napisać o medytacji zatrzymania i oto ona. Jest o milion razy łatwiejsza od tradycyjnej medytacji siedzącej. Pewnie już wszyscy wiedzą, że święta spędziłam medytując przez kilkanaście godzin, ale zdaję sobie sprawę, że żaden normalny człowiek w Polsce tego nie przetrzyma :) Bądźmy więc realistkami i oto przepis na łatwą i przyjemną medytację zatrzymania.

Przepis na łatwą medytację:

60 sekund - tyle potrzebujesz, by ją wykonać każdego dnia - łatwe? Pewnie!
skupienie - to jest ci potrzebne do jej wykonania.
alarm w telefonie - przyda się, by ci przypominać kiedy to zrobić

Sposób przyrządzania:


Rano nastawiasz sobie alarm w telefonie na 6 razy, w miarę w równych odstępach czasu. Nie jest to jednak jakoś super ważne. Chodzi o to, byś jak zadzwoni alarm, zatrzymała się na 10 sekund. 10 sekund - zatrzymaj się i bardzo świadomie przeżyj tą chwilę, która właśnie trwa. Jeśli właśnie zmywasz naczynia przyjrzyj się wodzie, każdej kropelce, wejdź w nią, poczuj wodę na skórze, zjednocz się z tym co teraz właśnie się dzieje. Jeśli akurat kochasz się z drugą osobą spójrz w jej oczy, zatop się, bądź świadoma tego co się dzieje, poczuj każdy ruch swoim ciałem. Jeśli akurat czytasz książkę przerwij i przyjrzyj jej się, zbadaj jej strukturę, powąchaj ją. Poczuj ją. Po 10 sekundach wróć do normalnego egzystowania. Poczujesz zmianę.

W całej medytacji zatrzymania chodzi o zjednoczenie się i świadomy odbiór tego co się dzieje. Najczęściej coś robimy, ale nasze myśli są rozbiegane, właściwie jedziemy na automacie. Gdy zatrzymasz się 6 razy w ciągu dnia na 10 sekund twoje życie nabierze innego smaku. Staniesz się bardziej świadoma. Możliwe, że wejdzie ci to w nawyk, tak jak mnie i już bez alarmu będziesz nagle zatrzymywać się i pełniej odbierać bodźce płynące ze świata. Będziesz bardziej zjednoczona ze światem. I bardziej spokojna. Zrelaksowana...

Pokój wewnętrzny jest największą siłą

wtorek, 28 grudnia 2010

Łagodnie przychodzi

W pokoju marzeń zasiadła
i wzniosła się
myśl rzekła do niej
"Bądź ma, a wszystko się uda".

Gdzie tam przybyła
odwaga jej była

Siła i moc ogarnia
świata ocean


i spoziera
znad morza uczuć
przeczuć 
emocji

Dochodzi do Langwadocji
gdzie zmiana przez nią 
wyczekiwana
dzieje się

TU i TERAZ
łagodnie zasiada
historię nową 
opowiada.

tak.


Księga Pocieszeń - odcinek trzeci

Marianna nastawiła wodę na herbatę i zamyśliła się. Wiedziała, czuła, że dziś będzie niezwykły dzień. W innej części galaktyki pewna dziewczyna miała lada moment otworzyć Księgę i zrozumieć pewną niezrozumiałą w tamtej części galaktyki zrozumiałość zrozumiałą w tej części...

- To będzie dla niej jak wielkie Bum! - aż pisnęła z zachwytu. Wiele razy dyskutowali z Radą Starszych dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć prostych rzeczy i ciągle kreują sobie cierpienie. To jej się po prostu nie mieściło w głowie.

- Wiesz, Marianno - powiedział do niej pewnego dnia Jofiel - z ludźmi jest tak, że mają nałożone jakby przesłony. Ale oni tego nie widzą.
- To co muszą zrobić, by je zdjąć. I kto je im nałożył? - zapytała Marianna.
- To stare dzieje, mógłbym wskazać sprawców, ale jeśli cofniemy się do samego początku początku to prawda jest taka, że ludzie sami sobie to zrobili, ale zrobili to zanim zeszli na Ziemię. Zawsze, gdy decydujesz się zejść na tą planetę, wiesz, że czekają cię 'trudne czasy' - odpowiedział Jofiel.
- Hm... A co by było, gdybym ja albo ty tam poszedł? - dociekała Marianna.

- Ha haha. Marianno nie przeżyłabyś, obawiam się... Chyba, żebyśmy cię wstawili do najłagodniejszej rodziny, a taką trudno znaleźć. Co do mnie, to ja tam byłem. Dawno temu. Jeszcze było mniej ludzi na planecie. Już wtedy było ciężko. Większość czasu spędzałem jednak w gaju lub na pustyni. Tam dało się przetrwać, ale ja miałem pamięć, więc widziałem, jak sobie radzić - zadumał się Mędrzec.

- A co z tą zasłoną? Jak mogą ją zdjąć i czy to w ogóle możliwe? - nie dawała spokoju Marianna.
- Cóż... Jest to możliwe. Trzeba być ciągle w kontakcie ze swoją Duszą. Gdyby ludzie zadawali sobie pytanie  co 5 minut "Czy to jest dobre dla mojej duszy?", uzyskali by pewną przytomność tego co tak naprawdę robią i czy to im służy. Mógłby to być dla niech swego rodzaju drogowskaz i wskaźnik dopuszczalności danego postępowania czy myśli. Ale jak się łatwo możesz domyślić, mało który człowiek na to wpadnie - zaśmiał się Jofiel.

Tymczasem z zamyślenia wyrwała Mariannę holograficzna wiadomość. Zerknęła na ekran, który się przed nią wyświetlił. To Aniuhk pisał: "Cześć Gwiazdeczko, co słychać?". Marianna szybko wystukała odpowiedź: "Hej A. zrobiłam herbatkę, wpadniesz? Mam ci coś ważnego do przekazania. Nik, nik."

C.D.N.


Tu są wcześniejsze części:
Księga pocieszeń - 1 część

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Pociągnijmy za sznurki

Czyli o waginie ciąg dalszy. Wyskoczył ten temat tak nagle i niespodziewanie. Wagina ni stąd, ni zowąd pojawiła  się w moim życiu gdy grałam w grę angielskie słówka i trafiłam na Baubo. A w mojej głowie wykrzyknęło pytanie "Co to????".

Szukając odpowiedzi trafiłam na stronę poświęconą kobiecości i stamtąd już było o krok od ściągnięcia e-booka na mojego smartfona. I już, już miałam iść spać, gdy postanowiłam coś poczytać i przejrzeć co w ogóle ściągnęłam. A ściągnęłam okazało się piękną książkę o waginie "Seksualność kobiet". Nie zasnę dopóki wam czegoś nie zacytuję. Temat ten jest mi znany, bo jako dziennikarka pisałam już o tym problemie, ale spodobał mi się też opis Voca Ilnickiej. Oddaję jej głos. Będzie to najdłuższy cytat w historii tego bloga, ale uważam, że tak trzeba:


"W ankiecie, którą przeprowadziłam w serwisie seksualnosc-kobiet.pl zdecydowanie wygrało słowo „cipka” - zebrało ponad tysiąc głosów. Znam jednak wiele kobiet, które na dźwięk słowa „cipka” nieruchomieją. Naprawdę nie lubią tego słowa! Znam też takie, które krzywią się, gdy słyszą słowo „pochwa” albo „wagina”. Inne uważają, że „cipa” jest wulgarna, a z kolei „pipka” czy „muszelka” infantylna.
Poprzez selekcję negatywną odrzucamy wiele określeń, żadne z nich dla nas nie jest wystarczająco ładne, neutralne, żadne „nie brzmi” i nie chce nam przejść przez usta. W rezultacie nie mamy żadnego słowa na określenie tego, co mamy między nogami. Kiedy nie mówimy o naszych waginach, to tak jakbyśmy ich nie miały. Kiedy nie mówimy o naszych waginach, to tak jakby nie warte były żadnych słów. Kiedy o nich nie mówimy, nie możemy się też nic dowiedzieć o waginach naszych sióstr i przyjaciółek, nie przekazujemy sobie żadnych legend i mitów na temat wagin, nie poznajemy ich różnorodności, budowy i możliwości.
Nasi przodkowie uważali, że waginy są święte, piękne i że są źródłem mocy – rysowali je na ścianach jaskiń i świątyń, na murach miast umieszczali wizerunki kobiet obnażających swoje genitalia. Dziś waginy widzimy tylko w pismach pornograficznych lub w atlasach anatomicznych. Ze świętej waginy zrobiono pornograficzną dziurkę do seksu. Słowa „cipka” czy „pizda” używane są po to, żeby nas obrażać. A my akceptujemy ten stan rzeczy. Zdarza się, że same używamy tych słów w odniesieniu do innych kobiet. Uparcie milczymy na niektóre tematy. 
Uważamy, że prawo do oglądania i dotykania naszych wagin mają tylko lekarze i mężowie. W ten sposób waginy istnieją tylko w kontekście medycznochorobowym oraz seksualnym. Nasi partnerzy mają większe pojęcie o naszych cipkach, niż my same. My ich nie dotykamy, nie oglądamy, nie głaszczemy, nie poświęcamy im chwili uwagi. Bardziej troszczymy się o włosy i paznokcie, niż o tę intymną i bardzo ważną część naszego ciała. Poświęcenie jej chwili uwagi często uważamy za dziwne lub niepotrzebne.
Nie znamy naszych cipek. Nie mamy zielonego pojęcia, z jakich części się one składają, jak wyglądają, kiedy są zdrowe, a jak kiedy są chore. Nie wiemy, jakiego koloru są, kiedy jesteśmy podniecone. Kiedy już na nie patrzymy – ten pierwszy raz - wydają nam się brzydkie, śmieszne, zdeformowane – dlatego że nigdy wcześniej nie widziałyśmy żadnej i nie mamy porównania. Wiele kobiet i dziewcząt uważa, że ich wargi sromowe są za duże, zbyt nierówne, zbyt wystające – nie mamy świadomości, że tak właśnie wyglądamy! Przez ignorancję krzywdzimy nie tylko siebie, ale często też nasze córki, którym przekazujemy swój negatywny stosunek do cielesności."
Tym samym namawiam was również na ściągnięcie tego e-booka. Wystarczy zapisać się do newslettera na stronie: Seksualnosc-kobiet.pl

Przeczytajcie koniecznie! To lektura obowiązkowa! :-)


Autorka waginy: Iwona Demko

niedziela, 26 grudnia 2010

Baubo, czyli śmiejemy się między nogami

Kim jest Baubo? Moja koleżanka hiszpanka odpowiedziałaby: Es la Diosa de la irreverente sexualidad femenina. I myślę, że sporo z tego zdania zrozumie każdy, nawet te z nas, które nie znają hiszpańskiego. Ole!

Tymczasem przybliżmy tą niezwykle zabawną postać. Baubo przemawia spomiędzy nóg, a rzeczy, które mówi są rubaszne i śmieszne.

Baubo rozluźnia za ciasne gorsety, wpuszcza powietrze tam, gdzie ledwo można oddychać. Opowiada historyjki na temat tego, co się dzieje pomiędzy nogami.

Na temat obscenicznych boginek i ich roli bardzo pięknie pisze moja ulubiona kobieca pisarka - Clarissa Estes.
W dzikich zakamarkach kobiecej psychiki żyje pewna istota. Jest to natura zmysłowa (...). To ta strona kobiecej natury, która jest przepełniona żarem. (...) Mam na myśli ukryty wewnętrzny ogień, który płonie raz wysoko, raz nisko, zgodnie ze swym cyklem. Z energią przezeń uwalnianą kobieta może zrobić, co zechce. Wewnętrzny żar kobiety nie jest tym samym co erotyczne podniecenie, jest to stan intensywnych przeżyć zmysłowych, które obejmują także i sferę erotyczną, ale nie kończą się na niej.
Estes w książce "Biegnąca z wilkami", z której powyższy fragment pochodzi, zwraca uwagę na to, że z naszą kobiecą zmysłowością i żarem wewnętrznym kultura w wielu miejscach i epokach surowo się rozprawiała (pamiętamy dobrze płonące stosy).

Jednak ja namawiam do pamiętania tego, że teraz mamy zupełną wolność i warto z niej korzystać. Warto wyzwolić ten wewnętrzny żar i użyć go to zmysłowej ekspresji siebie poprzez twórczość wszelkiego rodzaju - taniec, malowanie, pisanie, ceramikę - wszystko co tylko zechcecie.

Korzystajcie. A Baubo niech was rozśmiesza i roznieca ten wewnętrzny żar!

Pozdrawia żartowna bardzo,
Magdalena ;-)


P.S. I jeszcze doleciał żarto od Baubo, jak przystało na Baubo, żart jest odpowiednio rubaszny :)

Podczas igraszek w łóżku żona mówi do męża: 
- Kochanie, włóż od tyłu. 
Mąż na to: 
- Żółw

piątek, 24 grudnia 2010

Święta inne niż wszystkie

W tym roku postanowiłam nie obchodzić świąt w sposób tradycyjny. Spędzę je w grupie znajomych medytując.

W ten sposób uwalniam się od:
- biegania po sklepach
- biegania w ogóle w ludzkim zamieszaniu
- gorączkowego gotowania (potrawy gotowane w pośpiechu, czy złości nie służą nam)
- stawiania w domu sztucznej choinki
- stawiania w domu uciętego drzewka, po to by po kilku dniach wyrzucić je na śmietnik (bardzo szkoda mi tych choineczek kochanych)
- zabijania karpia
- jedzenia w nadmiarze
- narażania się na dziwne nastroje (złość, smutek czy inne) członków rodziny

Zamieniam to na: spokój :)

Gdy miliony Polaków zasiądą do wigilijnego stołu, by oddać się jedzeniu i piciu, ja zasiądę do medytacji w ciszy i spokoju.

Są to pierwsze takie moje święta i powiem wam: podoba mi się! :)

I teraz też powstaje pytanie, czy ja dzisiaj świętuję czy właśnie nie obchodzę świąt.

Czuję świąteczny nastrój, ale jest to świętowanie życia i radości z tego, że jest - czyli dzień jak co dzień, tylko bez tego zgiełku dookoła, bo Warszawa opustoszała i jest cichutko i spokojnie. Do rodziny pojadę jak już to całe zamieszanie się skończy :)

Jak dla mnie - rewelacja! :)

Spokojnych i radosnych świąt ;-)
Magdalena

A to krótka relacja z moich świąt:
Wigilia

Podczas gdy miliony Polaków przygotowują się do wigilii biegając i krzycząc na siebie nawzajem, by zdążyć, ja spędzam od rana do popołudnia czas odpoczywając. Ściągam kilka ciekawych audiobooków i ebooków na smartfona - do czytania i słuchania, gdy się przemieszczam. Po południu zaczynam tańczyć - oczywiście na pralce, następnie tanecznym krokiem udaję się na medytacje, które rozpoczynam od godz 18. 30 i które trwają do 00.30 (oczywiście z przerwami). Po czym zasypiam na miejscu, bo zrobiło się późno.

Pierwszy dzień świąt

O godz. 9 rano siadamy do medytacji. W ciszy i spokoju spędzamy czas do godz. 13.40. Robimy przerwę. Jadę do domu zjeść obiad, wykąpać się, przespać posłuchać audiobooka i nagrać krótki film. O godz. 18.30 spotykamy się, by medytować. W czasie medytacji zza ściany dochodzą głosy kłótni rodzinnych przy stole - świąteczna klasyka Polaków. Później goście wychodzą. Zostaje dźwięk telewizora. Kończę o godz. 21.40. W czasie medytacji przychodzą mi do głowy, wręcz wyświetlają się genialne pomysły, rozwiązania sytuacji, na które czekałam. Super! Jadę do domu i zasypiam.

Drugi dzień świąt

Wczoraj wybiegam z medytacji taka podniecona, że zapominam wziąć telefonu wobec tego nie mam budzika. Budzę się i włączam radio, żeby zobaczyć, która jest godzina. Wyświetla się 7.50. Super, mam pół godziny czasu, by się wyszykować i wyjść. Ale trochę za długo leżałam i w efekcie, gdy wychodzę z domu jest 8.40. Mam 20 minut, by zdążyć. Ulice są totalnie puste. W końcu jest niedziela rano, święta. Ale ja biegnę. Śpieszę się :-) Byłam zapewne najbardziej zabawną osobą w Polsce :-) Jedyna biegnąca przez Warszawę w tym czasie. Ale udało się. Zdążyłam punktualnie na 9. Piję herbatę i siadamy do medytacji. Kończymy o 12. Wychodzę i jadę do domu. Jem obiad i piszę tekst o Baubo, bogini dawnej, śmiesznej, rubasznej. A jak do tego doszło? Podczas przemieszczania się grałam w grę "angielskie słowa" - w ten sposób ćwiczę angielski i nagle wyświetliło się słowo - Baubo. Co to jest???? - pomyślałam. Sprawdziłam w necie i już wiedziałam o czym będzie następny tekst dla was :-)

To były moje najpiękniejsze święta. Wyciszona, uspokojona, pełna nowej, ślicznej energii mogę zacząć kolejny tydzień. Jutro jest poniedziałek :-)

Najmilszego,
Magdalena

czwartek, 23 grudnia 2010

Moc Miłości

Miłość jest ważna. Wiemy o tym. Jednak często miłość kojarzy nam się koniecznie z drugą osobą. Jeśli kochamy to albo kogoś, albo ktoś nas. Najczęściej mężczyznę, rodziców, dziecko i... właściwie to koniec.

A ja namawiam do nieco innego spojrzenia na miłość. Miłość istnieje bez względu na to czy obok ciebie jest ktoś, czy go nie ma. Miłość istnieje bez względu na to, czy masz kogo kochać czy nie. Miłość nie jest przedmiotowa. Nie musi być obiekt, by kochać.

Miłość jest stanem istnienia. Jeśli cię przepełnia jest ci błogo bez względu na to co się dzieje dookoła. Bez względu na to czy właśnie się rozwiodłaś, czy właśnie rzucił cię chłopak, a może odeszło dziecko. Miłość jest. Po prostu jest.

Problem polega na tym, że jej nie zauważamy, to raz. A dwa, że umiejscawiamy ją w jakiejś osobie. Zawsze, gdy miłość przypiszesz do danej osoby, gdy jej zabraknie pomyślisz "O nie! Miłość się skończyła! Nie mam jej. Jestem samotna i nieszczęśliwa." Błąd.

Miłość jest zawsze bez względu na to czy jest ta osoba z tobą, czy nie. Miłość jest jak energia, która przenika wszystko. Jest jak niewidzialna siła.

Pozwól sobie ją poczuć. Otocz się miłością i wdychaj ją, jak najpiękniejszy zapach. Ona teraz jest przy tobie, w tobie, wypełnia cię. Wystarczy tylko dobrze się przyjrzeć, pozwolić sobie poczuć.

Możesz powiedzieć teraz do siebie:
- Jestem miłością.
- Miłość wypełnia każdą moją komórkę.
- Wdycham miłość i wydycham miłość.
- Jestem miłością w działaniu.

Powtarzaj dotąd, aż poczujesz jej delikatne objęcia.

Z Krainy Pełnej Miłości,
Magdalena

Jesteś kochana. Zawsze.

niedziela, 19 grudnia 2010

Dlaczego taniec na pralce jest ważny

Witam wieczorową porą.

Otóż tak się składa, że chcę zamienić słówko o tańcu. O tym, że ważny zdaje się, że już gdzieś pisałam, ale mało kto mówi o tym, jak ważny jest taniec na pralce.

Nie wiem co teraz robicie i gdzie jesteście, ale jeśli macie możliwość po przeczytaniu tego tekstu teraz lub później koniecznie musicie spróbować tańca na pralce.

Ma terapeutyczną moc. I nie żartuję! Ja dosyć często wchodzę na codzienne sprzęty gospodarstwa domowego, by popląsać. Z perspektywy tańczącej na pralce świat wygląda zupełnie inaczej. Namawiam gorąco do wypróbowania tego stylu.

Oczywiście nie ograniczajcie się tylko do pralki. Jeśli boicie się zajść tak daleko możecie zacząć od tańczenia na stołku, taborecie, a jak nawet i to nie mieści się wam w głowie, to chociaż postawcie na nim nogę ;-)

Taniec na sprzętach gospodarstwa domowego wyzwala, uczy patrzeć z innej perspektywy i oswobadza nas z różnych powinności społecznych i przede wszystkim sprawia duuuużo, duuuużo radości :-)

Dajcie koniecznie znać, jak wam poszło.

Pozdrowionka od tańczącej na pralce,
Magdaleny :-)


Co teraz możesz zrobić - czyli pytanie roku 2011

Witam serdecznie na moich wykładach dotyczących życia kobiety.

Na dzisiejszej lekcji chciałabym poruszyć temat :-)

Żartowałam.

Otóż jakiś czas temu miałam rozmowę z moim Przewodnikiem Duchowym. Pamiętacie może, że bardzo pilnie tropię różnicę między prawdą, a iluzją (czyli tym co zazwyczaj nam się wydaje, że jest, a tak naprawdę to sytuacja wygląda zupełnie inaczej). Jest to temat rzeka, ale przynajmniej wiem co tropię ;-)

— A co tropisz? — zapytał Prosiaczek.
— Coś, coś, coś — odparł tajemniczo Puchatek.
— A co, co, co? — spytał Prosiaczek podchodząc bliżej. (...)
— Będę musiał trochę poczekać, aż to coś wytropię, i wtedy się dowiem.


A więc udało mi się już co nieco wytropić, więc najwyższy czas bym się podzieliła tą wiedzą z innymi. Rozmowa przebiegała tak:

- Jak się pozbyć iluzji? - zapytałam konkretnie, nie owijając w bawełnę.

- Odkryć prawdę. We wszystkim co robisz bądź obecna tu i teraz. Nie uciekaj w świat wyobraźni, porzuć rozmyślanie. Kreuj świat czynem, działaj. Koncentruj się na działaniu w chwili obecnej. Zadawaj sobie jak najczęściej pytanie "Co TERAZ mogę ZROBIĆ?" i rób to krok za krokiem. Odejdź ze świata wyobraźni, ze świata iluzji do świata czynu, działania - to jest kreacja tu i teraz. Działaj! - powiedział mój Przewodnik.

Rady, których mi udzielił są bezcenne. Stosuję to pytanie już od jakiegoś czasu i działa! Pytanie "Co TERAZ mogę ZROBIĆ?" - jest pytaniem genialnym. Ponieważ cokolwiek się dzieje, jakkolwiek sytuacja jest trudna, zawsze możesz coś zrobić. Jedyne na co musisz się wysilić to, by zapamiętać to pytanie i zadawać je jak najczęściej.

Jesteś w podróży lub choćby przemieszczasz się z miejsca na miejsce "Co TERAZ mogę ZROBIĆ?". Możesz poćwiczyć świadome oddychanie, koncentruj się na wdechu i wydechu, to uspokaja myśli, możesz poćwiczyć świadome chodzenie - jest to również świetna medytacja, koncentrujesz uwagę na swoich krokach, to również wyciąga cię ze świata myśli i przenosi do tu i teraz. Szef na ciebie nakrzyczał. Zadajesz sobie pytanie "Co TERAZ mogę ZROBIĆ?". Możesz się rozpłakać, przejąć, przeżuwać w myślach tą sytuację bez końca, albo wymyślić jakieś rozwiązanie. To przenosi cię też ze świata ofiary, do czynnej kreatorki zmiany, która jest dla ciebie korzystna.

Koncentrując się na tu i teraz przestajesz myśleć o przeszłości czy przyszłości i przenosisz swoją uwagę i energię do Tu i Teraz. Tak stajesz się twórcą TERAZ, a nie jedynie przeżuwaczką przeszłości czy fantastką przyszłości. Proste i genialne! :-)

Niniejszym ogłaszam pytanie "Co TERAZ mogę ZROBIĆ?" pytaniem roku 2011!

 Jesteś zawsze w centrum zmian. Kreuj!

sobota, 18 grudnia 2010

Nowości w świecie Mocy Kobiet

Zrobiłam dla was Pokój do Medytacji :) z muzyką oraz dodałam stronę "Budujące cytaty" i dział "Muzyka", gdzie możecie posłuchać muzyki w każdej chwili.

Miłego odpoczynku weekendowego, ja biegnę zrobić scenę na Chłodnej :)

W ciszy umysłu rodzi się spokój

czwartek, 16 grudnia 2010

Śmiech - ważna rzecz

Jeśli będziesz miała okazję kiedykolwiek uczestniczyć w różnego rodzaju kabaretach, występach satyrycznych czy stand-up'ach - hożo tam podążaj.

Śmiech odmładza, rozładowuje napięcie, oddziałuje na nasze ciało, jak i umysł. Śmiejąc się pobieramy więcej powietrza i dotleniamy cały organizm. Mogłabym tak wymieniać zalety bez końca. Gorąco namawiam was, byście śmiały się najczęściej jak możecie.

Poszukajcie też w waszym mieście wydarzeń, które mogą wam w tym dopomóc.

Wczoraj byłam na "Kto widział małpę ze slamerem?" grupy Klancyk. Jak sami napisali:
"Kto widział małpę trzymającą scenariusz?" to komediowy spektakl powstający na bieżąco, bez przygotowania na podstawie podpowiedzi publiczności. Kilkanaście krótkich gier aktorskich, losowanych w trakcie przedstawienia. Obejrzyjcie sceny składające się wyłącznie z pytań, śpiewane w najmniej odpowiednich momentach, sceny bez rąk, bez nóg, mówione wierszem, z zawiązanymi oczami, i przede wszystkim sceny w których męczony jest ktoś z publiczności.
I słowa dotrzymali. Widownia bawiła się jak zwykle świetnie :) Ja ich uwielbiam.

Oto kilka zdjęć z wczoraj:







fot. Magdalena Morwena

Wspaniała moc zapachów!

Zapachy mają terapeutyczną moc. Potrafią nagle wywołać uśmiech na naszej twarzy, rozmarzenie, rozanielenie. Dlaczego więc nie robić sobie prezentu co dzień i dbać o to, by choć kilka razy w ciągu dnia powąchać swój ulubiony zapach, który relaksuje najbardziej na świecie :)

Na mnie działa tak zapach kamfory, eukaliptusa czy sosny oraz zapach żywicy.

Dodam, że nie lubię perfum. Obecne na naszym rynku perfumy zawierają wiele szkodliwych substancji chemicznych o czym nie będę tu pisała. W sieci jest wiele artykułów na ten temat. Zainteresowanych odsyłam do strony: Groźne chemikalia w perfumach

Ja natomiast uwielbiam naturalne zapachy zawarte np. w olejkach eterycznych, w kadzidełkach naturalnych (np. z Himalajów) oraz zapach palonej żywicy oraz ziół. W sklepach ezoterycznych można zakupić ręcznie sklejane kadzidełka, żywicę oraz zioła. Dodam, że zioła te mają za zadanie oczyszczać np. pomieszczenie, nie mają zaś działania halucynogennego - od takich ziół trzymamy się jak najdalej, gdyż mają szkodliwe działanie na nasze zdrowie, jak i życie.

Kilka słów o moich ulubionych zapachach:

Zapach eukaliptusa - Stosuję kilka kropli do kominka zapachowego. Eukaliptus działa pobudzająco i antybakteryjnie. 

liść eukaliptusa

Kadzidełka Mahakala - W ich skład wchodz: białe i czerwone drzewo sandałowe, kora drzewek owocowych, sproszkowane liście, kwiaty i pestki np. granatu,szafran, cynamon, aloes, żywice drzew, kamfora, kamienie półszlachetne (np.: turkus, lazuryt, diament), złoto, srebro oraz inne naturalne składniki, które można znaleźć u podnóży Himalajów. Do dzisiejszego dnia wykonywane są zgodnie ze starożytnymi recepturami tybetańskich mnichów i ich dokładny składny skład strzeżony jest wciąż tajemnicą. 


Kadzidełka Mahakala są produkowane ręcznie.


Mirra - Spalana w pomieszczeniu oczyszcza przestrzeń, tworzy dobrą energię. Ja stosuję mirrę w postaci żywicy w postaci bryłek o wielkości od około 2 mm do 5 cm. Więcej o niej poczytasz w temacie "Potężna moc oczyszczająca mirry"


Mirra była dawniej cenniejsza niż złoto
Biała szałwia - Jest idealna do oczyszczania pomieszczeń, uwalnia od negatywnych emocji, oczyszcza z myślokształtów i niekorzystnych wpływów. Jest również bakteriobójcza.


Biała szałwia przynosi moc i mądrość. 

Twój najlepszy dzień jest dzisiaj!

W sercu blask
myśl zasiewa słowa

gdy dotykam ciebie
to tak naprawdę dotykam siebie

w uwielbieniu blasku słońca
otwiera się dawno zapomniana księga

a wtedy ty otwierasz oczy ze zdumienia
i widzisz o co w tym wszystkim chodzi

bo dziś jest twój dzień
najpiękniejszy dzień